niedziela, 22 maja 2016

Barok

Przygotowania do royalowego etapu konkursu "Bogactwo baroku" zabrały mi sporo czasu. Pewnie dlatego że bogactwo biżuteryjne to jednak nie ja :D Tym niemniej jednak z dwóch planowanych naszyjników zdążył na czas :) Ten naszyjnik odwołuje się raczej do moich prywatnych i osobistych barokowych powidoków. Barok to dla mnie przede wszystkim wnętrza kościołów z marmurowymi kolumnami (czy to marmur sztuczny czy prawdziwy :) i ogromną ilością złoceń. Jako osoba od dzieciństwa nie przepadająca za powtarzalnością rytuałów religijnych (czyli po prostu jako dziecko zwyczajnie nudzące się podczas mszy) wyjątkowo lubiłam odwiedziny w Poznaniu i niedziele w Farze, gdzie tyle się działo na ścianach i sufitach, że nie sposób było się nudzić :)
Oczywiście jest to nawiązanie bardzo niedosłowne, echo rzekłabym :)

Naszyjnik składa się z jaspisów krajobrazowych, naprawdę przecudnej urody, otoczonych meandrami łańcuszka metalowego (jak ciężko było toto równo wszyć!) i koralików w odcieniach złota i zieleni. Dodatkowo mamy w nim kulki jaspisu, sporo złotych hematytów, metalowy guzik i kilka metalowych koralików  Na szyi wygląda przepięknie i jak trochę dekolt opalę to postaram się Wam to pokazać :)












Gdyby ktoś zechciał polubić go na FB to zapraszam do kliknięcia w zdjęcie poniżej i obejrzenie albumu z pracami konkursowymi


Pozdrawiam!!!

wtorek, 17 maja 2016

Jestem

nadal... jestem, żyję i nawet odrobinę koralikuję. No dobra, wcale nie odrobinę, ale też i z niewielkim efektem. Dopadły mnie choroby i remont w domu. Kurz, nic nie można znaleźć, brak miejsca do zdjęć....  A w dodatku remont właśnie wkroczył w fazę bezpośrednio zagrażającą mojemu warsztatowi, więc koralikowa przyszłość nie rysuje się różowo :( 

Bransa, którą dzisiaj pokazuję wyłoniła się kurzu i potrzeby zrobienia czegoś szybko i do końca (nawet nie wiecie ile mam rozgrzebańców pozawijanych w folię spożywczą na tackach, by się nie pokurzyły i nie wiem kiedy to skończę...) Krosno akurat spełnia warunki by taką potrzebę zaspokoić. 











Wzór na podstawie popularnego wzoru patchworkowego, jeśli ktoś ma ochotę, to zapraszam TU, czyli do nowej zakładki z wzorami, czasem coś tam podrzucę :)

Jak zauważyliście zmałpowałam bezczelnie od Asi Bluefairy i zwiększyłam rozmiar zdjęć na blogu (mama zawsze mi mówiła, że z dobrych wzorów korzystać należy). Nie wiem, czy tak jest lepiej (u Asi jest), ale na razie tak pozostanie. Skoro koralikowanie mi nie idzie to może powoli zrobię i na blogu porządki?

Pozdrawiam ciepło!

czwartek, 10 marca 2016

Letheras

Ten przepiękny komplet jaspisów kupiłam specjalnie z myślą o tym naszyjniku już latem. Czekały sobie te jaspisy tylko na odpowiedni guzik do towarzystwa :) Guzik wpadł mi w ręce niedawno i moje Letheras mogło w końcu powstać :) Jaspisy otaczają miyuki tila (ich dopasowanie okazało się być koszmarem), oprócz tego standardowo toho. Naszyjnik zawisł na rzemieniu naturalnym, który przedzieliłam elementami metalowymi w kolorze starego złota, i podszyty został również naturalną skórką.

















Zabrałam się ostatnio za realizację pomysłów, które "nawiedziły" mnie już dużo wcześniej. Każdy ma swoje pudełeczko, w którym lądują materiały potrzebne do ich wykonania.  Jestem gotowa na kolejny :)

piątek, 4 marca 2016

Szydełko, szydełko...

Szydełkowe sznury robię znacznie częściej niż wynikałoby to z ilości postów jakie publikuję w tej tematyce :) Za szydełko chwytam kiedy opuszcza mnie wena i, dziergam wtedy kolorowe bransoletki - bangle w zestawach po trzy lub dwie. Często są przedmiotem zamówienia i zazwyczaj nawet nie mam czasu, by je sfotografować. Szydełkowe sznury to zajęcie bardzo terapeutyczne ;) 

Dzisiaj pokażę Wam dwie szydełkowe prace, i to nie bransoletki, a naszyjniki, co oznacza, że terapia była mi niezwykle potrzebna ;) Najpierw relaksowałam się przy 114 centymetrach kolejnego już "próbnika" i audiobooku "Żniwa zła" Roberta Galbraitha:













I dla odmiany, ponieważ zostało mi jeszcze trochę książki do odsłuchania, a może nawet i pod tejże książki wpływem (przewija się w niej motyw ślubu i sukni ślubnej :) popełniłam jeszcze biały, już "nieco" krótszy (50 cm) sznur z kulką koralikową. Kulka wyposażona jest w "rożki" z koralików magatama. Taka rogata kulka w anielskiej bieli :)





Pozdrawiam Was ciepło,!  

piątek, 19 lutego 2016

Lost in Paradise


Uważam, że i raj i piekło znajdują się tu, na ziemi. Zwłaszcza, niestety, to drugie. Siła literackich i filmowych wizji jest jednak na tyle duża, że na hasło "raj" widzę głaskaną delikatnym wietrzykiem łąkę, koniecznie z drzewem i całą masą skrzydlatej fauny. Nie jest to wizja niemiła, gdybym miała jednak wskazać miejsce, w którym z chęcią spędziłabym wieczność, to z pewnością byłaby to biblioteka lub księgarnia, a z tradycyjną wizją raju łączyłby ten mój raj jedynie koszyk jabłek (nie uważacie,że książka i jabłko to boska wręcz kombinacja?) do schrupania. O takich rzeczach właśnie myślałam sobie, kiedy zastanawiałam się, czy wziąć udział w pierwszym etapie royalowego konkursu. W poszukiwaniu pomysłu przeglądałam moje pudełka z kamykami i innymi cudami do koralikowego wykorzystania i trafiłam na zakupionego już dawno temu kolibra Laury Mears. I już wiedziałam, że niewykorzystanie go byłoby po prostu GRZECHEM. Jest on nie tylko piękny, ale dodatkowo fakt, że udało mi się go kupić graniczy z cudem. Kto próbował zakupów w sklepie Laury Mears ten wie, że to prawda ;)

Skoro więc już stanęło na tradycyjnym ujęciu tematu raju, postanowiłam zrobić coś w zupełnie nie rudym stylu. I dodatkowo dokumentować proces :) Na pierwszym etapie naszyjnik miał wyglądać tak:



 Przygotowanie podkładu zajęło mi sporo czasu (jak widzicie nie rysuję na prawej stronie, ale na lewej, a na prawą przenoszę wszystko fastrygą. Po pierwsze nie brudzę podkładu, a po drugie nie mam linii w przypadku zmiany koncepcji), Kiedy jednak zaczęłam haftować okazało się, ze koliber wygląda jak pożarty przez gigantycznego mięsożernego rozpłaszczonego tulipana. Niefajnie. Brnęłam w tę stronę jeszcze przez parę godzin, aż mina mojego męża i charakterystyczne "yy, ładnie, ładnie...." utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest nie bardzo i trzeba pruć. Zresetowałam timer (nowy pomysł Royal Stone to podawanie czasu. Teraz już wiem ile go tracę na robienie herbat   i gapienie się na pracę z wątpliwościami) i zabrałam się za coś jednak bardziej rudego. 

Tu już było nieco lepiej, praca zaczęła iść szybciej, zamiast zegarka przerzuciłam się na audiobooka, więc i "presja czasu" okazała się być mniejsza. Nie obyło się jednak bez prucia:) 



Niestety później popadłam już w twórczy ciąg i więcej zdjęć z procesu brak. Może następnym razem pójdzie mi ta dokumentacja lepiej. A oto mój raj:


















Jak widać po ilości zdjęć z raju jestem dumna. Pokażę Wam jeszcze parę szczegółów:




I plecki (supersuede) 


Koliber wisi na sznurze herringbone z drobnymi listkami i hematytami. Że niby na gałązce wisi :)


A jako że finis coronat opus to moje dzieło wieńczy niesamowicie piękna kropla koralika mirage. Pewnie już podobne koraliki widziałyście w akcji u Thili. Choć zachwyciły mnie niezwykle od razu, to nie rzuciłam się na  ich poszukiwanie. Ale pewnego dnia same mi wpadły w wirtualne ręce na Amazonie, Z promocją dostawy (z USA więc ten szczegół istotny jest, jeśli chce się nabyć koralików sztuk 4 :D Więc nie mogłam powiedzieć NIE) Mam nadzieję, że Aga mi wybaczy. A koralik ten, dla przypomnienia, charakteryzuje się tym, że zmienia barwę w zależności od nastroju osoby go noszącej. Jakże idealny patent na randkę - partner od razu widzi, czy zabrał wybrankę do raju, czy też może przeciwnie. Oczywiście tak naprawdę to o jego barwie decyduje po prostu temperatura :) Chemia! Ciężko było mi te kolory uchwycić na zdjęciu, bo zimno u mnie na parapecie i koralik szybko wracał do "normy" ale muszę powiedzieć, że w każdym kolorze  - od złotego, przez zielenie do fioletów i niebieskości - doskonale współgra z całością kompozycji!




Postarm się go obfocić kiedy zrobi się cieplej!


Zapraszam do oglądania pozostałych prac konkursowych TUTAJ