czwartek, 16 lipca 2015

Lato

Po jesiennych zabawach koralikowych nadszed czas na odrobinę lata. A lato w koralikach przybrało postać serii broszek - makówek popełnionych według przepisu Kerrie Slade. Plotło się je bardzo przyjemnie, więc pewnie jeszcze zobaczycie u mnie inne kombinacje kolorystyczne. Te pojadą ze mną na wakacje (już za dwa dni) jako upominki :)











Postanowiłam też w końcu spróbować plecionki na bazach. Wyszło następująco:









Bransoletki również zabieram :) Tym razem na wakacje jadę zupełnie bez koralików. Postanowiłam odkurzyć druty, więc trzymajcie za mnie kciuki :)


Pozdrawiam Was życząc pięknego lata i udanych wakacji! 

niedziela, 5 lipca 2015

Muszę przyznać, że ten drugi jesienny naszyjnik przysporzył mi znacznie więcej problemów niż ten pierwszy. Okazało się, że liść który miałam w planie wykorzystać jest nie do końca symetryczny (to naprawdę nie powinno być niespodzianką...), a ja uparłam się, by obszyć go właśnie symetrycznie. I w zasadzie gdyby chodziło tylko o liść, nie byłoby aż tak źle. Naszyjnik udało mi się skończyć i obfotografować na niemalże ostatnią chwilę, zdjęcia wysłałam do Royal Stone, naszyjnik założyłam następnego dnia i ... co spojrzałam w lustro, coś mi nie pasowało. Z pracy wróćił mój mąż, który jak już zapewne wiecie suwmiarkę ma w jednym oku, a cyrkiel i ekierkę w drugim i wydał werdykt "naszyjnik jest przekoszony!!!" Powiedziałam, że to przecież niemożliwe, że odmierzałam, że może to ten nie do końca synmetryczny liść... Na moje gwałtowne protesty mąż wyjął wyżej wymienione przedmioty ze swojej magicznej skrzyneczki i powiedział "no przecież ten drugi kamyk jest większy niż ten z drugiej strony" (chodzi o ten na dole, żółty w ciapki, o ile dobrze pamiętam jaspis :)




No i był! Sporo większy niż jego odpowiednik po przeciwległej stronie. Nie wiem jak to możliwe,że tego nie zauważyłam. Pruć czy nie - zastanawiałam się dobre pół godziny. I chwyciłam za nożyczki :) Na szczęście postanowiłam najpierw spróbować prucia tylko części koło kamienia i wymiany go na mniejszy (na całe szczęście mam ich cały sznurek) - i udało się :) nie jest tak idealnie jak bym sobie tego życzyła, ale jest dobrze :)

Poniższe zdjęcia są mieszane - te w plenerze po wymianie jaspisu, pozostałe - przed. Jak widzicie znowu pojawiły się lampworkowe dyńki, tym razem w kolorze musztardowym, 





















I to tyle - na razie - w temacie jesieni, Do wakacji (bo u nas zaczynają się dopiero za dwa tygodnie) zanurzam się w bardziej letnich biżutkach :)

Pozdrawiam was ciepło i dziekuję za wszystkie polubienia w royalowym konkursie, którymi obdarzyłyście moje obydwa naszyjniki!!! 

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Już jesień?

Pamiętam jak jesienią zeszłęgo roku nie mogłam wykrzesać z siebie nic w temacie jesieni na wyzwanie u Asi, A teraz, pomimo iż do jesieni daleko i wiosna (po prawdzie brytyjska, więc odrobinę jesienna, ale jednak wiosna) w pełni - zaszalałam. Na royalowe wyzwanie z piękną i smakowitą inspiracją, acz banalnym, jak na tegoroczny konkurs, tytułem (Złota polska jesień) wyhaftowałam aż dwa naszyjniki. Z brochą już nie zdążyłam ;) Dylemat miałam tylko jak Wam te naszyjniki pokazać - czy razem, czy osobno, który pierwszy? I postanowiłam, że na blogu pokażę je Wam osobno i w kolejności powstawania. Oczywiście na royalowym fanpejdżu możecie obejrzeć, ba, nawet polubić oba, ale na historię powstawania naszyjnika nr 2 musicie chwilę poczekać:) No to do rzeczy!


Nie przypominam sobie, by jakakolwiek inna praca przysporzyła mi mniej kłopotów niż ta. Prucia właściwie tyle co nic,tam gdzie elementy główne i poboczne zaplanowałam, tam pozostały.... Sama przyjemność (poza, oczywiście, zdjęciami :) Listki wyplotłam według tutoriala Juliany Moldovyan. Te przepiękne koraliki - talarki na listkach oraz niebieskie liście klonu przyjechały do mnie ze Szkocji juz jakiś czas temu, lampworkowa dyńka dyndająca przy zapięciu z Ukrainy (ale listek do niej już sama zrobiłam). Polecam Wam Etsy, uwielbiam znajdować tam różne cuda i to nie tylko biżuteryjne! 















Jeśli moja jesień się Wam podoba, to będzie mi miło jesli polubicie ją na stronie konkursu - KLIK!
Oczywiście nie muszę Was chyba zachęcać do obejrzenia pozostałych prac :)  


Drugi naszyjnik za jakiś czas :)

wtorek, 26 maja 2015

Cytrynki, limlonki i błękitne niebo

Bardzo długo przymierzałam się do wykorzystania tej boskiej żółtej tasmy cyrkoniowej,  mimo że od od pierwszego wejrzenia wiedziałam, co z nią zrobię. Miałam jednak nadzieję, że uda mi się wymyśleć coś bardziej spektakularnego, bo taśmę otrzymałam w prezencie (Aga, jeszcze raz dziękuję!!! :) no i wiecie, chciałam olśnić. Okazało się oczywiście - znacie mnie - że skomplikowane i szleńcze formy nadal  się ze mną nie chcą zgodzić, i kiedy  już dłużej nie mogłam wytrzymać zabrałam się za zaplanowane kolczyki. Kolczyki były gotowe w trymiga , ale okazały się potwornie ciężkie... Chwyciłam za nożyczki, a spod maty na moim tacko-warsztacie wypadł niebieski swarek :) I tym sposobem z kolczyków powstał wakacyjny naszyjnik. Swarki, taśma cyrkoniowa, perełki, łańcuszek i gotowe! 












Na szyi do letniej sukienki - super :) Nie mogę doczekać się LATA!!!

środa, 20 maja 2015

Agat z Detroit

Obiecałam sobie, że dam sobie spokój z wyzwaniami i konkursami (no, chyba że się wpasują w to, nad czym akurat pracuję ;) Ale kiedy zobaczyłam, że Korallo urządził konkurs pod tytułem "Biżuteria z kaboszonem" to nie mogłam nie rzucić wszystkiego, bo... przypomniało mi się, że mam niesamowity kaboszon właśnie na taką okazję :)

Kaboszon ten nabyłam niedawno i część z Was obdarzyła go już achami i ochami na FB :) Ten kaboszon to fordyt czyli agat z Detroit. Nie jest to nic innego jak zlepek zapieczonych warstw farby samochodowej, które nawarstwiały się przez lata w zakamarkach maszyn fabryk samochodów, w Detroit (teraz zapewne jest "wydobywany" i w innych miejscach :) Urzekła mnie jego nienaturalna naturalność. Przepiękny i nieoczekiwany produkt uboczny działalności człowieka. No i podobnoż jest on dosyć czesto podrabiany :) 

W naszyjniku występuję w towarzystwie kaboszonu syntetycznego, który nabyłam jeszcze u progu mojej koralikowej drogi i myślałam, że pozostanie w mych zbiorach  niewykorzystany. Wisi na równie syntetycznym, nabytym w tymże okresie, gumowym (chyba) nośniku z zapięciem magnetycznym. Agat, uwierzcie mi, nie chciał współpracować z niczym naturalnym :) 
















Oczywiście będzie mi bardzo miło jeśli na profilu Korallo polubicie moją pracę :) Polecam również obejrzenie pozostałych prac, są PRZEPIĘKNE!

Pozdrawiam ciepło!!!