czwartek, 11 września 2014

powakacyjny

Dawno mnie tu nie było :) Muszę się Wam przyznać, że zaliczyłam niezły koralikowy odwyk. Lato minęło mi na lenistwie, działalności towarzyskiej, czytaniu i ... przygotowaniach do półmaratonu. Niby nie samymi koralikami człowiek żyje, ale jednak wieczorami oglądając mojego ulubionego Poirota z Mamą, nie mogłam się powstrzymać i coś tam podłubałam. Niewiele tego, można powiedzieć, że standard, ale jednak na dobry początek pokażę. Tworki na FB już spotkały się z miłym przyjęciem, mam nadzieje, że i Wam przypadną do gustu :)














Lenistwo z mną, bieg zaliczony, dzieciaki w placówkach oświatowych - idę więc odkurzyć moją tackę robótkową i lampkę :) 

Miło mi, że zaglądaliście tu podczas mojej nieobecności, kiedy tu z doskoku zaglądałam to aż rosłam w dumę czytając komentarze zwłaszcza pod postem z ważką :) A propos - obiecane zdjęcie na ludziu jest na FB. Zapraszam :)

czwartek, 17 lipca 2014

All good things come to those who wait

Obiecywałam, zapowiadałam i ... jest! Moja pierwsza większa praca :) Tak naprawdę to nie wiem dlaczego  się za nią wzięłam. Zdecydowanie nie jestem człowiekiem dużej formy. Gdybym umiała malować, to szanse na Panoramę Racławicką byłyby u mnie zerowe. Gdybym była poetką, nie porywałabym się na epos, podejrzewam, że nawet sonet byłby dla mnie przegadany - najlepiej odpowiadałoby mi chyba haiku :) Niestety oznacza to również, żę nie sprawdziłabym się jako autorka fantazy, bo tam już na wstępie trzeba zaplanować trzy tomy, a następnie rozwinąć do dziesięciu. Czyli w skrócie - nie lubię dużo gadać :) A myśl o wypełnieniu treścią koralikową większej połaci ... zawsze mnie przerażała!

Coś mnie jednak naszło i zaczęłam, dokładnie 11 maja. Nieeeee, daty nie pamiętam - sprawdziłam, Bluefairy tego samego dnia pokazała swoją pierwszą kolię, a ja napisałam jej w komentarzu (stąd data :), że właśnie moją rozrysowałam. Asia odpowiedziała, że dobrze mieć plan... Ano, dobrze jeśli ktoś potrafi się tego planu trzymać ;) Jak się okazało planów miałam więcej niż ważek do wykorzystania. Po dwóch miesiącach i kilku pruciach okazało się, że plan pierwotny, z drobnymi zmianami, jednak zwyciężył (wniosek 1 - pomysł wyjściowy jest najlepszy). Napisałam Wam, że w kółko prułam? Bo nieładnie, bo odcień zieleni nie pasuje (wniosek 2 - nieważne ile masz odcieni zieleni, ten właściwy jest jeszcze w sklepie), bo krzywo... Raz już byłam w połowie pracy i wrócił do domu mój mąż, który w jednym oku ma cyrkiel i ekierkę, a w drugim poziomnicę, rzucił jednym okiem (czy to ważne którym) i powiedział "Ładnie, ale coś tu jest przekoszone" Było. W zasadzie miałam takie wrażenie od początku, ale mierzyłam stosownym sprzętem i wychodziło, że jest równo (kolejny wniosek - pruj od razu, nie czekaj aż błąd "urośnie"). Należy dodać, że łatwego zadania sobie nie dałam, bo ważka okazała się nie do końca symetryczna, a do tego nieco wypukła, więc utrzymanie koralików w ryzach graniczyło z cudem... 
Tak, były perypetie, prawie łzy, ale nauczyłam się bardzo wiele, a efekt taki, o jaki mi chodziło :)

A o co mi chodziło? Może pamiętacie (Nimue) że o tej porze roku jakaś tęsknota jeziorno-leśna mnie nachodzi. Tu gdzie mieszkam, czyli na północy Anglii widoki są bardzo spektakularne, ale kiedy zbliża się lato brak mi spaceru po lesie, w którym można się zgubić, wycieczki nad jezioro, które prześwituje gdzieś między drzewami, tej ciszy, kiedy leży się na kocu, którą przerywa plusk wody, do której skaczą na drugim brzegu dzieciaki, albo brzęczanie skrzydeł ogromnej ważki... Więc chodziło mi o to, żeby ta ważka leciałą w stronę tegoż jeziora i głaskała te trawy pod nią... i żeby te trawy tak poddawały się ruchowi skrzydeł... Wiem - musiałaby to być gigantyczna ważka prehistoryczna, żeby te trawy i sitowie tak się układały pod wpływem ruchu skrzydeł, ale co tam. Moja wizja, mój naszyjnik :) I ten mój naszyjnik prezentuje się tak:



















Znacznie lepiej prezentuje się na szyi. A że za dwa dni zabieram go na wakacje, to kiedy już znikną cienie jakie zaistniały pod ócz mych zielenią i zlikwiduję bladość lica mego, to postaram się mu zrobić zdjęcie na człowieku :) Nad jeziorem :)

I tym sprytnym nawiązaniem informuję Was, że moja obecność w internecie ograniczona będzie przez następne SZEŚĆ TYGODNI :D Wakacje długie w tym roku, wyczekane bardzo i, mam nadzieję, udane :) Będę do was czasem zaglądać, może nawet uda mi się coś Wam pokazać, bo tym razem koraliki ze sobą zabieram (kusi mnie kameleon), ale co z tych planów wyjdzie? 

Dziękuję Wam za wytrwanie do końca tego jak na mnie długiego posta który dowodzi, że czasem jednak gadam więcej :) Życzę wszystkim słonecznego lata!!!

Do zobaczenia :)

środa, 9 lipca 2014

Chwalę się!

Nowości do pokazania nadal brak - w każdym razie nowości przeze mnie wykonanych :) Mam nadzieję, że zdążę przed urlopem coś jednak Wam pokazać... ale póki co nowości z mojej osobistej prywatnej szkatuły... Prezentuje się ona coraz okazalej, tym razem dzięki Mkr, która w zamian za marokańską bransę z poprzedniego postu zrobiła dla mnie kolczyki-cud. Pomimo iż przed wysyłką widziałam je na zdjęciu, to niespodzianka z nich była ogromna, bo w rzeczywistości okazały się wyglądać jeszcze piękniej niż na zdjęciu :) Oczywiście ubrałam je od razu i pół dnia spędziłam na bieganiu do lustra. Ale zobaczcie sami:








Na ostatnim zdjęciu w bardzo zacnym towarzystwie cudeniek, które pewnie niedługo zobaczycie w jakichś wisiorkach i kolczykach :D Marta, dziękuję Ci bardzo!!!

Tradycyjnie dla tych którzy potrzebuję czegoś na uspokojenie lokalne widoczki, tym razem z miejsca znanego miłośnikom Draculi - Whitby:







A że w tytule postu zaznaczyłam, że będę się chwalić, to się jeszcze pochwalę wyróżnieniem w konkursie Royal Stone :



Nie spodziewałam się, że moja skromna pawia brosia zostanie zauważona przez Jury, bo prace były niesamowite, więc tym bardziej jestem szczęśliwa i dziękuję :)

czwartek, 19 czerwca 2014

Maroko

Nie ma mnie ostatnio za często, utknęłam w większej gabarytowo robótce, którą szyję i pruję na przemian już od miesiąca. Więcej pruję niż szyję, ale widzę chyba  już początek końca.

Tymczasem więc mam Wam do pokazania pracę zaległą, z cyklu takich jakie lubię robić najbardziej, czyli element metalowy+skóra+koraliki.

Robiona zgodnie z wytycznymi, które brzmiały, o ile dobrze pamiętam: Maroko i dużo koloru. Bardzo mnie te wytyczne ucieszyły, bo z Maroko mi bardzo po drodze. Z większą ilością koloru już nieco gorzej, ale nie przewidywałam tu trudności. Na wszelki wypadek naoglądałam się na pintereście marokańskich zdjęć i zabrałam się do szycia. Wszystko szło bardzo fajnie, aż do momentu, gdy mój element centralny doczekał się momentu zamontowania na bazie. Żałuję, że nie robiłam zdjęć, bo aż dwa gotowe elementy musiałam spruć, bo mimo iż ładne nie komponowały się na skórze!

W końcu więc stwierdziłam, że jak skóra, to potrzeba mi trochę beduińsko-pustynnych klimatów, w środku elementu metalowego umieściłam niebieski jak marokańskie niebo kryształek swarowskiego (oj, nie było łatwo), dodałam złote piaki z superduo i kolory marokańskich namiotów i jakoś to zagrało:












Pokazałabym Wam zdjęcie-inspirację, ale nie mogę znaleźć adresu mailowego autora, żeby poprosić o zgodę.

Dziękuję Wam również bardzo za "lajki" pod pracami zgłoszonymi na Papugi i Pawia w Royal Stone :)

Pozdrawiam już prawie wakacyjnie!

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Post ornitologiczny

czyli po prostu moje prace na Konkurs Royal Stone na Kalendarz 2015. Właściwie nie miałam zamiaru brać udziału, ale jakoś w tej części pojawiła się szansa na wykonanie projektów, które miałam w zamiarach już dawno. 

Po pierwsze - pawia broszka. W broszce wykorzystałam ścieg nazwany przez Cyndi Lavin, "Cellini spiral peyote stich" (opublikowany w jej e-skrypcie "Bored by Back Stitch"). W centrum dwunastomilimetrowy szafirowy swarovski, więc brosia do najmniejszych nie należy :D 









Kolejne ptactwo, za które się zabrałam to papugi. Papugi ubrałam szydełkowo w supełki i szydełkowe kulki, wszystkie z galwanizowanych miyuki  (poza czerwonymi - to Toho, na których jakość spuszczę zasłonę milczenia), zawiesiłam te elementy na sznurkach twisted herringbone. O ile paw miał być dostojny, to papugi miały być - naturalnie - krzykliwe :). Na szyi wiszą rewelacyjnie!















Pozostaje mi prosić o trzymanie za moje skromne prace kciuków :) Pozdrawiam Was ciepło!!!