wtorek, 20 sierpnia 2013

Jestem z powrotem :)

a przynajmniej mam taką nadzieję (nowiuśka maszyna działa, ale jeden klawisz mi skrzeczy, więc muszę zareklamować - mam nadzieję, że nie zabiorą mi maszyny do naprawy!). Chciałam w każdym razie powiedzieć, że życie bez komputera/internetu niemożliwe nie jest, ale... co to za życie? Szukanie numerów telefonu (nie wiem jak Wy, ale ja książki telefoniczne regularnie oddaję na makulaturę), rezerwacja biletów, dokonywanie przelewów - ile bez komputera czasu się na to traci! Szybko się człowiek do dobrego przyzwyczaja... I pomyśleć, że kiedy pisałam pracę mgr to komputer służył mi jako maszyna do pisania, internet dopiero raczkował, a my zastanawialiśmy się jak to robiono w czasach "przed ksero"...  ;-)
Ponieważ czas bez komputera w dużej mierze zazębił się z wakacjami, to wiele niestety nie powstało. Oddawałam się innym przyjemnościom wakacyjno-letnim :) A więc dzisiaj tylko sutaszowy prezent urodzinowy dla mojej koleżanki. Nie za bardzo wakacyjny jeśli chodzi o kolorystykę, ale takie było życzenie - miał byś CZARNY. Forma sutaszowa podstawowa :) ale za to, myślę, elegancka:







Chciałabym też Wam Dziewczyny podziękować za odwiedziny pomimo mojej nieobecności na Waszych blogach (lub pomimo lakonicznych jeno komentarzy :)). Dziękuję też za Wasze komentarze pod poprzednimi postami, przykro mi że nie mogłam się zabrać, by na nie odpowiedzieć! Obiecuję poprawę i pozdrawiam Was ciepło!

 

czwartek, 25 lipca 2013

Wakacyjnie

No i w końcu jestem na wakacjach, czyli w domu :) Poczyniłam zakupy koralikowe, odwiedziłam księgarnie, pogoda boska, i w końcu dorwałam się do komputera :) Wy, jak widzę, nie próżnujecie, a ja mogę pokazać Wam dwie opaski, które zrobiłam przed wyjazdem dla dwóch bardzo młodych i ślicznych dziewczyn. Kolejna bitwa z sutaszem, której wynik oceniam pozytywnie :)

A w sobotę nad jezioro :)))

Holidays I last - which means I am HOME, in Poland. I did some beady shopping, bought some books, I am enjoying the weather and can finally use computer! Today I am showing you two headbands I made before the holidays for two very young and beautiful young ladies. Another soutache battle whose outcome I find satisfactory :)

On Saturday I'm leaving for the lakes :)  



 



czwartek, 11 lipca 2013

Nimue

Lato - wiadomo, słońce, morze, kolory... Dla mnie jednak lato to jezioro i las. A najbardziej lubię i tęsknię za świtem nad jeziorem. Kiedy nad łąkami unosi się delikatna mgiełka, ciszę przerywa tylko z oddali jakis wioskowy Burek, tafla jeziora jest spokojna i przeglądają się w niej drzewa... I te niesamowite kolory - wszystkie odcienie zieleni i szmaragdu... Mam nadzieję, że udało mi się to trochę oddać w moim naszyjniku, który zgłaszam do Kufra na wyzwania Lato - w centrum ceramiczny kaboszon, dookoła oczywiście Toho, zawieszony na sznurze twisted herringbone:





 
I jeszcze ogłoszenie parafialne :) Mój komputer umarł :( Nie zapowiada się na nowy przed końcem wakacji :( Dostęp do neta mam tylko przez ipoda - więc postowanie jest niemożliwe, a komentowanie utrudnione. Więc wybaczcie mi Dziewczyny, jeśli moje komentarze będą w najbliższym czasie mało treściwe, nieortograficzne lub w ogóle nieobecne... Zaglądam i oglądam i podziwiam cały czas! 

Teraz odmeldowuję się wakacyjnie :) Mam nadzieję, że macie dużo słońca!!!

środa, 3 lipca 2013

Lapisy

Nie jest ostatnio łatwo. Komputer mi powoli umiera  (zdjęcia sciągają się stulecia, podczas komentowania sie zwiesza i podobno jest to stan nie do wyleczenia), a mój katar sienny postanowił połączyć swe siły z przeziębieniem. Ponadto ostatnie przed wakacjami tygodnie szkoły angielskiej (koniec roku 20-go lipca dopiero :) obfitują w wydarzenia sportowo-kulturalne, więc pozyskuję sprawność taksówkarza. W tych warunkach szycie jest nieco utrudnione. Na szczęście nie niemożliwe, ale popełniłam tylko kolejne maleństwa-prezenciki. Dwie brosie z lapis lazuli. Obie z użyciem różnych rozmiarów Metallic Cosmos, pierwsza ze szklanymi perełkam i ze szczyptą Metallic Iris Brown, a druga z dodatkiem kosteczek Higher Metallic Dragonfly, i odrobiną Nickel na wykończeniu.  

Life's not been easy recently. My computer is slow and slowly dying (apparently incurable condition) and my hayfever joined its forces with a common cold. Moreover, the last weeks of school are filled with sports and cultural events, so I am working as a taxi driver :) It is all making beading difficult, but, luckily, not impossible. I managed to make only two small gift brooches with lapis lazuli . Here they are:







wtorek, 25 czerwca 2013

Pędzikiem

Właśnie sobie zdałam sprawę, że do wakacji został tylko miesiąc! Cieszy mnie to bardzo, a jednocześnie sprawia, że wpadam w panike, bo tyle rzeczy do zrobienia i zorganizowania przed wyjazdem... Między innymi - i to przyjemna część przygotowań - upominki :) Na pierwszy ogień drobiazgi dla mniejszych i większych dziewczynek. Wszystkie to dające się wykonać pędzikiem - to tak, żeby zmalało moje poczucie, że się nie wyrobię :))) 
Nie ma się co rozpisywać, wszystkie to peyotowe standardy: pączuś (tu przerobiony na kwiatek), rozgwiazda (tutek tu)  i gwiazdka (tutek tu) . Plecie się przyjemnie, jak juz rzekłam, pędzikiem, przy okazji odhaczyłam parę pozycji na liście do nauczenia i  powoli zbliżam się do punktu ukośnik ...

 I've just realised that summer vacation is only four weeks away! It's great but at the same time it makes me panick, because there is so much to do and organise before we go... The nicest part of these preparation is gift making. I started with gifts for the girls. All of them are peyote classics and all of them can be made in no time!